Jestem anonimowym internautą. Zmęczony szumem wokół tematu ACTA i skołowany rozbieżnościami w zdaniach mądrych głów wypowiadających się przed kamerami stacji telewizyjnych lub mikrofonami stacji radiowych na ten temat. Zaczynam się bać włączyć komputer i pisać swojego bloga... kulinarnego. Boję się odtwarzać w komputerze kopii płyt CD, które utworzyłem na własny użytek, by nie zniszczyć oryginałów. Zaczynam żyć w lęku przed Globalną Wioską, jaką wraz z innymi zbudowałem i w której mieszkam...
Koszmarny czas dopadł polski internet i jego użytkowników. W związku z wypłynięciem tematu ACTA czuje się smutny zamęt i paraliżujący chaos. Politycy chcą wdrażać w życie coś, co jak twierdzą – niczego nie zmienia w obowiązującym nas prawie. Mimo wszystko, tak bardzo zależy im na wdrożeniu ich zdaniem martwego prawa, że starali się to zrobić za naszymi plecami. Bardzo nieładnie. Z drugiej strony są artyści i tak zwani twórcy, starający się bronić swoich praw do utworów różnego rodzaju. Rzecz jasna brylują w tym galimatiasie koncerny, których prawnicy jak lwy na mocy ACTA walczyć będą o dobra w postaci znaków towarowych i patentów.
Lasuje mi umysł mnogość opinii na temat ACTA. Wiadomo, że ilu Polaków, tyle zdań i racji. Sporo ich na forach. Aż strach czytać, bo można mieć ochotę samemu odziać się w kajdanki i wybrać spacerem na najbliższy komisariat, prosząc o rychłe wtrącenie do ciupy za film obejrzany w sieci. O muzyce zgromadzonej na dysku w mniej lub bardziej legalny sposób – nie wspomnę...
Szum informacyjny, jaki zrobił się wokół ACTA jest nieznośny. Brakuje merytorycznej dyskusji na temat tego dokumentu i najważniejsze – tego, co jego ratyfikacja oznacza dla statystycznego Kowalskiego. Czy umowa handlowa może zmieniać przepisy prawa? Jako laik – nie wiem...
Bardzo nieładnie jest robić coś za cudzymi plecami. Panowie politycy lub może właściwiej – politykerzy, którzy tak właśnie się wobec nas zachowali, powinni czym prędzej ratując resztki twarzy, przedstawić opinii publicznej faktyczny stan wpływu dokumentu na nasze życie. Jest żenującym fakt, że zamiast autorów, zamieszanie interpretować muszą blogerzy, samozwańczy prawnicy, populistyczni internauci. Obniża to jakość polskiej debaty publicznej, sprowadzając ją nierzadko do rynsztoka. Z drugiej strony – jacy politycy, taka debata publiczna. I tylko skołowanych ludzi żal.
Mimo tego, że czytałem ACTA, słuchałem wielu mądrych audycji radiowych na ten temat, oglądałem w telewizji wypowiedzi roztrzęsionych ekspertów o spoconych czołach, nie wiem, o co w tym bałaganie tak naprawdę chodzi. I komu zależy na tym, żeby ten chaos utrzymywać.
WOJCIECH ANDRZEJEWSKI
0 komentarze:
Prześlij komentarz