poniedziałek, 21 listopada 2011

Pełen obaw o szkolną ławkę

Buźka roześmiała mi się od ucha do ucha na wieść o intrygujących badaniach, jakie popełniła firma Acer. Ponad 70% nauczycieli, uczniów oraz rodziców uczestniczących w programie Educational Netbook Pilot potwierdza, że wykorzystanie netbooków podczas zajęć związanych ze szkołą pozytywnie wpłynęło na motywację uczniów w szkole oraz na wyniki nauczania. Wynik ten - jak napisał producent w komunikacie prasowym - jest częścią końcowej oceny projektu pilotażowego Acer-European Schoolnet Educational Netbook Pilot, który dotyczył zastosowania netbooków do celów związanych z nauczaniem i uczeniem się oraz objął 8 tys. nauczycieli i uczniów z sześciu krajów. Zaznaczę, że w naszym kraju badań tych nie realizowano. "Wykazać" mogli się uczniowie i pedagodzy z Francji, Niemiec, Hiszpanii, Włoch, Turcji i Wielkiej Brytanii. A szkoda. Całkiem niedawno przerabiałem przez rok epizod pedagogiczny w postaci prowadzącego warsztaty dziennikarskie w jednym z łódzkich ogólniaków i po tym, co przeżywałem na lekcjach, niekiedy powątpiewając w swój gatunek, zastanawiam się, co by się wówczas działo, gdyby kwiat młodzieży miał do dyspozycji elektronikę - tzw. "użytkową". Lub używkową. Jak kto woli...

Głównym celem projektu pilotażowego było zbadanie wpływu wprowadzenia netbooków oraz dydaktyki 1:1 na procesy związane z nauczaniem i uczeniem się, zarówno w szkole, jak i poza nią. I podobno - jak twierdzi producent - netbooki motywują uczniów oraz pomagają w tworzeniu dobrej atmosfery w klasie. Państwo wybaczą, że się nie sprzeciwię. - Można zerknąć na "fejsa" dodać ciekawe wideo prosto z ławki, poobcować z "przyrodą" czy obejrzeć zaległy odcinek jakiegoś programu. Nie dziwi mnie poprawa atmosfery w klasie. Być może się mylę, co jest bardzo prawdopodobne, a jeszcze bardziej niż jest - chciałbym, aby tak było, ale nie sądzę, aby w polskiej szkole netbooki wspierały zaangażowanie w proces edukacyjny. Nie wierzę! Chyba, że taki, w którym naniesiono bardzo konkretne ograniczenia względem internetu i możliwości zabawiania się multimediami. Słowem nudny. Jak polska szkoła, która nie brała udziału w projekcie. Szkoda.

Tymczasem dyskutuje się o pomyśle wprowadzenia tabletów do szkół. Brawo! Rzecz jasna jestem sceptycznie nastawiony do tego zapewne intratnego pomysłu dla dostawcy wyłonionego w przetargu. Dlaczego? Bo od 12 lat piszę głównie przy pomocy klawiatury komputera i niedawno odkryłem, że mam szalone problemy z pisaniem odręcznym. Czymś, czego nauczyłem się w szkolnej ławce, z kartką papieru, a nie tabletem. Wróciłem do tej ławki. Odstawiłem technologię i wróciłem do poprawiania swojego charakteru pisma. Mój tablet nie pomógł mi w tej kwestii. A pismo, to podobno także charakter - twierdzą psychografolodzy. Nie jestem fanem nadmiaru elektroniki w szkolnej ławce. I być może jest to ciasne myślenie, pełne przestarzałych poglądów. Widziałem jednak smartfony w akcji na lekcji. I może dlatego nie chcę zobaczyć netbooka czy tabletu. (WA)

1 komentarze:

  1. Bardzo mądra refleksja. Od raz widać, że pisał to Pan Wojtek :)

    OdpowiedzUsuń