piątek, 25 listopada 2011
Czekam na realną nowość. Nie na lifting...
Serwisy internetowe ścigają się w wieściach na temat nowego, trzeciego już iPada. Kolejny, podobno nieoficjalny przeciek, informuje o nowych matrycach do tabletu sygnowanego logotypem nagryzionego jabłuszka. Czytam te doniesienia i zastanawiam się nad tym, czy warto się tym przejmować. Niedawno oczy całego świata - jak pewnie chciałaby firma Apple, zwrócone były na nowego iPhone'a. Nowego - starego, jak już pisałem. teraz to samo dzieje się z iPadem. Dwójka jeszcze jest ciepła na salonach producenta, a już mówi się o trójce. Trochę, jak z bułkami. Tyle, że te w odróżnieniu od tabletów trzymają swoją cenę, a stawiam swoją niewiele wartą głowę, że nowy iPad będzie droższy od swojego poprzednika, a funkcjonalnie rewolty technologicznej, za przeproszeniem - nie wywoła. Czy warto jest zatem kupować starą, nieco odświeżoną bułkę w cenie tej świeżej? Rynek spożywczy i jego konsumenci błyskawicznie weryfikują takie praktyki. Odnoszę wrażenie, że reakcje konsumentów rynku IT, zwłaszcza tych, którzy już stanęliby w kolejce po trzeciego iPada, ocierają się o zjawisko zbliżone do grupy wyznaniowej... Mam iPada. Pierwszego. Drugiego nie chciałem, podobnie jak i trzeciego i czwartego. Piątego pewnie też. Uparcie, cały czas czekam na przełom technologiczny w tabletach. Chmurka i lifting mnie nie interesują. (WA)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz