Media straszą kierowców coraz większą ilością punktów za rozmowy przez telefon komórkowy w trakcie prowadzenia pojazdu. Z tego, co zrozumiałem, to nie tylko za rozmowy, lecz trzymanie telefonu w łapkach także. Tak profilaktycznie, na wypadek, gdyby komuś chciało się napisać jakiegoś SMS-a. Biurokraci twierdzą, że bardziej rygorystyczne traktowanie tego typu wykroczenia powinno skutkować zwiększeniem bezpieczeństwa w ruchu. Obserwując siebie, dochodzę do wniosku, że może być wprost przeciwnie.
W samochodzie staram się nie rozmawiać przez komórkę. Staram się, ale mi nie wychodzi. Więc rozmawiam. I SMS-uję, wysyłam e-maile, sprawdzam Facebooka, MySpace i to co dzieje się w świecie. Pod jednym tylko warunkiem. Że samochód stoi w miejscu. A czy silnik jest zgaszony czy nie - to jest już moja słodka tajemnica.
Jak na wzorowego kierowcę przystało, sprawdzam wówczas w lusterkach i przez szyby wszystkie kierunki świata, czy czasem nie jedzie za mną patrol. Informacja o zaostrzeniu kar dla nazbyt komunikatywnych kierowców sprawiła, że uległem znaczącemu rozproszeniu za kierownicą. Muszę dwa razy aktywniej rozglądać się, czy aby nie jedzie w okolicy patrol! Urzędnicy doprowadzają do tego, że nie mogę spokojnie prowadzić samochodu, ani rozmawiać spokojnie, bo muszę się wystrzegać patrolu. Więc jak ma być bezpieczniej? - zapytam, być może idiotycznie...
WOJTEK ANDRZEJEWSKI
0 komentarze:
Prześlij komentarz