Znudziła mi się propaganda Apple, podgrzewanie atmosfery i szeroko rozumiane bicie piany związane z premierą nowego iPhone'a. Piątego już, choć oficjalnie nazywa się 4S. Czyli piąty, ale nie piąty. Może szósty licząc wcześniejszą numerację. Jak by nie liczyć - nowego i zarazem, ciągle niedoskonałego, ograniczonego względem możliwości innych urządzeń dostępnych na rynku. Na szczęście tańszych. Zamiast wariackich cen, Apple proponuje cenę 130 dolarów za 8 GB. Miło. Ktoś w Apple poszedł po rozum! Wychodząc z redakcji mijałem dziewczynę rozmawiającą przez starego Ericssona R320s. Opisywałem go kilka miesięcy temu w "Z archiwum GSM" i po dziś dzień używam. Idealny telefon dla szukających spokoju ludzi... Istny "internetooswajacz". Ciekawe, jak w grudniu rynek przywita "nowego" iPhone'a? Lubię gadżety, ale Apple tak bardzo wyprało mi mózg wcześniejszymi premierami tych podobno jeszcze telefonów, że zobojętniałem...
Zastanawiam się nad marną w mojej opinii strategią Apple. Nowy iPhone 4S nie różni się wizualnie od swojego poprzednika. A szkoda. To trochę tak, jak wchodzenie dwa razy do tej samej rzeki. Z sympatią przeglądam strony ze starymi telefonami. Ileż było tam fajnych, ciekawych wzorów, pomysłów. W Apple wieje nudą. Elegancką. Być może nie mam racji, ale nadając tej refleksji ludzkie brzmienie, nie chciałbym spotykać się z tak samo wyglądającą i zachowującą się dziewczyną, jak poprzednia partnerką. Apple na taką relację skazuje swoich fanów. Co ciekawe - ludzie Ci chcą ciągle tego samego - nowego, starego partnera. Chyba jestem jakiś dziwny, że interesuje mnie w życiu naprawdę nowe... (WA)

WA, a może po prostu uznali, że nie warto udoskonalać w nieskończoność tego, co dobre?
OdpowiedzUsuń